Co najczęściej zapycha nam pory? Komedogenność w INCI.

Kosmetyk może działać komedogennie, ale znalezienie jednego „podejrzanego” składnika na etykiecie jeszcze tego nie przesądza. To najważniejsza zasada przy analizowaniu produktów pod kątem zapychania porów. Internetowe listy, na których każdemu olejowi, emolientowi czy estrowi przypisano ocenę od 0 do 5, wyglądają konkretnie. Problem w tym, że potrafią dawać fałszywe poczucie pewności.

W praktyce liczy się rodzaj surowca, jego stężenie, miejsce w INCI, konstrukcja całej formulacji, ilość nakładanego kosmetyku oraz indywidualna reakcja skóry. Ten sam składnik może występować w lekkim serum w niewielkiej ilości i w ciężkim kremie jako jeden z głównych emolientów. Ocena obu produktów wyłącznie na podstawie jego nazwy nie ma większego sensu.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie składniki są równie obojętne. Przy cerze, która szybko tworzy zamknięte zaskórniki, kilka grup surowców zasługuje na większą uwagę. I właśnie na nich warto się skupić zamiast tworzyć listę kilkudziesięciu zakazanych nazw.

Składnik komedogenny nie oznacza automatycznie zapychającego kosmetyku

Określenie komedogenny odnosi się do zdolności substancji lub produktu do sprzyjania powstawaniu zaskórników. Brzmi prosto, dopóki nie próbujemy przełożyć tego na konkretny krem stojący na łazienkowej półce.

Największy problem dotyczy sposobu, w jaki przez lata oceniano poszczególne surowce. Część popularnych tabel komedogenności wywodzi się ze starszych badań laboratoryjnych i modeli zwierzęcych, w których substancje testowano w warunkach znacznie odbiegających od normalnego stosowania gotowego kosmetyku na ludzkiej twarzy.

Dlatego zapis:

Isopropyl Myristate – wysoka komedogenność

nie oznacza jeszcze:

każdy kosmetyk z Isopropyl Myristate zapcha pory.

To dwie różne informacje.

Gotowy produkt jest mieszaniną kilkunastu, kilkudziesięciu, a czasem znacznie większej liczby substancji. Surowiec może stanowić znaczną część fazy tłuszczowej albo występować w niewielkiej ilości. Może być połączony z lekkimi emolientami i substancjami lotnymi albo znajdować się w bardzo bogatej bazie.

Dlatego przy czytaniu składu stosuję prostą hierarchię.

Najpierw patrzę na pierwszą część INCI. To ona mówi najwięcej o konstrukcji produktu.

Dopiero później szukam składników potencjalnie problematycznych.

Na końcu sprawdzam, czy kosmetyk jest produktem pozostającym na twarzy przez wiele godzin, czy produktem spłukiwanym.

Ma to praktyczne znaczenie. Jeżeli potencjalnie komedogenny emolient jest jednym z głównych składników ciężkiego kremu na noc, zwróciłbym na niego większą uwagę niż wtedy, gdy ten sam surowiec znajduje się pod koniec składu produktu myjącego.

Nie próbowałbym natomiast wyliczać procentowej zawartości składnika wyłącznie z pozycji na liście INCI. Kolejność nie pozwala ustalić dokładnego stężenia. W unijnych zasadach znakowania składniki występujące w stężeniu przekraczającym 1% podaje się zasadniczo w kolejności malejącej, natomiast składniki obecne w ilości 1% lub mniejszej mogą być wymieniane po składnikach powyżej tego progu w dowolnej kolejności.

To ważny niuans. Dziesiąta pozycja nie oznacza automatycznie „bardzo mało”, a druga pozycja nie mówi, czy składnika jest 20%, 10% czy 3%.

Drugi błąd to utożsamianie okluzji z komedogennością.

Kosmetyk może tworzyć na powierzchni skóry warstwę ograniczającą utratę wody, ale nie oznacza to automatycznie, że zaczopuje ujścia mieszków włosowych. Z tego powodu takie substancje jak wazelina nie powinny być wrzucane do jednego worka z każdym surowcem, który w testach wykazywał potencjał komedogenny.

Podobnie wygląda sytuacja z silikonami.

Dimethicone nie jest synonimem zapychania porów. Silikony poprawiają poślizg, wygładzają powierzchnię skóry i mogą ograniczać utratę wody. Sama obecność Dimethicone, Cyclopentasiloxane czy innych silikonowych składników nie jest rozsądnym powodem do odrzucenia kosmetyku.

Krótko: analizujemy formułę, nie polujemy na pojedyncze słowo.

Które składniki w INCI warto sprawdzić przy cerze skłonnej do zaskórników

Jeżeli skóra regularnie reaguje zaskórnikami na bogatsze kosmetyki, największą uwagę zwróciłbym na niektóre estry kwasów tłuszczowych. To grupa znacznie bardziej interesująca niż szerokie i mało użyteczne ostrzeżenia w rodzaju „unikaj wszystkich olejów”.

Pierwszym klasycznym przykładem jest Isopropyl Myristate.

To ester kwasu mirystynowego i alkoholu izopropylowego. W kosmetyku pełni funkcję emolientu: poprawia rozprowadzanie produktu, daje gładkość i zmniejsza tłuste odczucie, jakie mogą pozostawiać cięższe lipidy.

Jednocześnie należy do składników historycznie uzyskujących wysokie wyniki w testach komedogenności.

Czy należy go bezwzględnie unikać? Nie.

Ale jeżeli osoba ze skórą bardzo podatną na zamknięte zaskórniki porównuje dwa podobne kremy, a w jednym Isopropyl Myristate znajduje się na początku składu, wybrałbym najpierw drugi produkt. To rozsądna selekcja ryzyka, a nie demonizowanie pojedynczego surowca.

Podobnej uwagi wymagają:

  • Isopropyl Palmitate – ester kwasu palmitynowego; daje skórze miękkość i poślizg, ale przy mocno zaskórnikowej cerze warto sprawdzić jego pozycję w składzie;
  • Isopropyl Isostearate – emolient poprawiający rozprowadzanie kosmetyku, należący do składników, które w klasycznych testach wykazywały potencjał komedogenny;
  • Myristyl Myristate – cięższy emolient i składnik poprawiający konsystencję; przy tendencji do zaskórników zasługuje na szczególną uwagę w bogatych kremach;
  • Butyl Stearate – ester stosowany jako emolient i składnik poprawiający właściwości aplikacyjne;
  • Decyl Oleate – emolient dający miękkie, natłuszczające wykończenie.

Największe znaczenie ma sytuacja, w której jeden lub kilka takich składników pojawia się wysoko w INCI kosmetyku typu leave-on, czyli produktu pozostającego na skórze.

Przykładowo:

Aqua, Isopropyl Myristate, Glycerin, Cetearyl Alcohol…

oceniłbym ostrożniej przy mocno zaskórnikowej cerze niż formułę, w której Isopropyl Myristate występuje niemal na końcu długiego składu.

Nie dlatego, że na podstawie INCI można wyliczyć jego dokładne stężenie. Nie można. Wiemy jednak, że w pierwszym przykładzie jest jednym z ważniejszych elementów formulacji.

Osobno potraktowałbym pochodne lanoliny.

Sama lanolina jest składnikiem o bardzo dobrych właściwościach emoliencyjnych i ochronnych, szczególnie użytecznym przy mocno suchej skórze. W historii badań komedogenności uwagę zwracały jednak niektóre jej modyfikowane pochodne, przede wszystkim określone formy acetylowane.

Nie ma powodu wprowadzać zasady „lanolina = zaskórniki”. Jeżeli jednak osoba z bardzo tłustą, łatwo obciążającą się cerą wybiera produkt do codziennego stosowania na całą twarz, ciężka lanolinowa formuła nie byłaby moim pierwszym kandydatem.

Inaczej wygląda sytuacja z produktem nakładanym miejscowo na bardzo suche usta czy skrzydełka nosa. Miejsce stosowania także ma znaczenie.

Kolejną kategorią są oleje i masła roślinne. Tutaj szczególnie łatwo o przesadę.

Nie istnieje jedna użyteczna zasada mówiąca, że oleje zapychają albo że oleje nie zapychają.

Oleje roślinne są mieszaninami różnych triglicerydów, a ich profil kwasów tłuszczowych jest odmienny. Do tego dochodzą różnice w jakości surowca, stabilności oksydacyjnej i całej recepturze kosmetyku.

Przy cerze zaskórnikowej problemem częściej bywa bardzo bogata formuła oparta na kilku ciężkich emolientach niż sam fakt występowania oleju.

Jeśli widzę krem, którego początek INCI wygląda mniej więcej tak:

Aqua, Shea Butter, Coconut Oil, kilka kolejnych emolientów…

nie uznaję automatycznie, że produkt zapcha skórę. Jednocześnie nie będzie to mój pierwszy wybór dla osoby, która już wie, że ciężkie, silnie lipidowe kremy regularnie kończą się u niej wysypem drobnych grudek.

Tu wchodzi doświadczenie z własną skórą. Powtarzalna reakcja jest bardziej użyteczna niż internetowa tabela.

Jak czytać skład kosmetyku, żeby nie wpaść w pułapkę „czarnej listy”

Najgorsza metoda wyboru kosmetyków do cery zaskórnikowej wygląda tak: kopiujemy INCI do analizatora, widzimy dwie czerwone pozycje i odrzucamy produkt.

Po kilku miesiącach lista zakazanych składników potrafi obejmować pół przemysłu kosmetycznego.

Znacznie lepiej przeprowadzić ocenę w określonej kolejności.

Najpierw ustal rodzaj kosmetyku.

Największą uwagę poświęcam produktom, które pozostają na skórze długo:

  • kremom na dzień i na noc;
  • filtrom przeciwsłonecznym;
  • podkładom;
  • bazom pod makijaż;
  • olejkom do twarzy;
  • balsamom i maskom bez spłukiwania.

Mniejsze znaczenie ma pojedynczy potencjalnie komedogenny składnik w produkcie zmywanym po krótkim czasie.

To nie znaczy, że kosmetyk myjący nigdy nie może powodować problemów. Może na przykład podrażniać albo pozostawiać nieprzyjemną warstwę. Chodzi o ustalenie priorytetów.

Potem sprawdź pierwszych kilka–kilkanaście składników.

Nie istnieje sztywna liczba, po której nagle zaczyna się „nieważna” część INCI. Pierwsze pozycje najlepiej pokazują jednak bazę produktu.

Jeżeli w tej części pojawia się kilka ciężkich emolientów, a skóra źle znosi bogate kremy, jest to informacja praktyczna.

Jeżeli potencjalnie problematyczna substancja występuje bardzo daleko, jej znaczenie może być zupełnie inne.

Następnie szukaj wzoru, nie jednego winowajcy.

To najważniejszy etap.

Załóżmy, że trzy kremy powodowały u ciebie podobny problem. Nie ma większego sensu spisywanie każdego składnika ze wszystkich trzech etykiet. Szukaj powtarzających się cech:

  • tego samego estru wysoko w INCI;
  • kilku ciężkich emolientów;
  • bardzo bogatej bazy lipidowej;
  • konkretnego oleju występującego wysoko w każdym z produktów;
  • podobnego typu formulacji.

Dopiero powtarzalność zaczyna być przydatną informacją.

Przykład: po jednym kremie zawierającym Isopropyl Palmitate pojawiły się zaskórniki. To słaba przesłanka.

Po trzech różnych produktach, w których Isopropyl Palmitate znajdował się wysoko w INCI, pojawił się bardzo podobny problem. To już sensowny powód, aby przez pewien czas wybierać produkty bez tego składnika i sprawdzić, czy sytuacja się zmienia.

Nie przenoś automatycznie reakcji na pojedynczy składnik na całą jego rodzinę.

Jeżeli źle tolerujesz jeden ester, nie wynika z tego, że wszystkie estry są komedogenne dla twojej skóry.

Jeżeli jeden olejowy produkt spowodował zaskórniki, nie wynika z tego, że musisz unikać wszystkich olejów.

Jeżeli bogaty krem z masłem shea był zbyt ciężki, nie oznacza to jeszcze, że śladowa ilość Butyrospermum Parkii Butter w innym produkcie wywoła identyczną reakcję.

To właśnie tutaj internetowe „czarne listy” robią najwięcej szkody. Zamieniają ocenę prawdopodobieństwa w system zero-jedynkowy.

Osobną ostrożność zachowałbym wobec marketingowego określenia „non-comedogenic”, czyli „niekomedogenny”.

To przydatna deklaracja, ale nie osobna kategoria chemiczna kosmetyku. Nie istnieje jeden uniwersalny skład produktu niekomedogennego, który zagwarantuje identyczne zachowanie na każdej skórze.

Jeżeli producent rzeczywiście testował gotowy kosmetyk pod kątem komedogenności na odpowiedniej grupie osób, taka informacja jest znacznie bardziej użyteczna niż sam napis z przodu opakowania. Nadal jednak nie daje gwarancji indywidualnej tolerancji.

Najbardziej praktyczna zasada zakupowa jest więc prosta.

Jeżeli masz skórę wyraźnie skłonną do zaskórników:

  1. w pierwszej kolejności wybieraj lżejsze formulacje zamiast bardzo bogatych baz lipidowych;
  2. sprawdzaj, czy wysoko w INCI nie znajduje się jeden z estrów, które już wcześniej źle tolerowałaś;
  3. nie odrzucaj produktu za pojedynczy składnik znajdujący się pod koniec listy;
  4. nie eliminuj całych grup, takich jak silikony, alkohole tłuszczowe czy oleje, bez powtarzalnego powodu;
  5. przy każdej kolejnej nieudanej próbie zapisuj nazwę produktu i kilka pierwszych składników INCI – po kilku przypadkach można zobaczyć wzorzec.

Taki zapis jest znacznie bardziej wartościowy niż kolejny internetowy ranking komedogenności.

Jest również jedna decyzja graniczna. Jeżeli zaskórniki występują stale niezależnie od tego, czy stosujesz lekkie, ciężkie, olejowe czy „niekomedogenne” kosmetyki, dalsze eliminowanie składników może prowadzić donikąd. Wtedy źródłem problemu nie musi być jeden kosmetyk. Trądzik zaskórnikowy jest problemem dermatologicznym i nie należy sprowadzać go wyłącznie do źle dobranego kremu.

FAQ – komedogenność kosmetyków bez mitów

Co oznacza, że składnik działa komedogennie?
Oznacza, że może sprzyjać powstawaniu zaskórników. Nie oznacza to jednak, że każda formulacja zawierająca tę substancję będzie zapychała pory każdej osoby.

Czy Isopropyl Myristate zapycha pory?
Isopropyl Myristate należy do klasycznych surowców wykazujących potencjał komedogenny w badaniach. Przy skórze bardzo podatnej na zaskórniki zwróciłabym szczególną uwagę na kosmetyki, w których znajduje się wysoko w INCI. Jego obecność nie przesądza jednak o zachowaniu gotowego produktu.

Czy Isopropyl Palmitate jest komedogenny?
Może wykazywać potencjał komedogenny, dlatego przy nawracających zaskórnikach warto obserwować produkty zawierające go w znaczącej ilości. Nie ma podstaw do uznania każdego kosmetyku z Isopropyl Palmitate za zapychający.

Czy masło shea zapycha pory?
Nie można tego stwierdzić dla każdej skóry i każdej formulacji. Masło shea jest bogatym emolientem i może być zbyt ciężkie dla części osób z tłustą cerą, szczególnie gdy stanowi istotny składnik bardzo bogatego kremu. Sama jego obecność w INCI nie wystarcza jednak do oceny komedogenności produktu.

Czy olej kokosowy może działać komedogennie?
Przy skórze łatwo tworzącej zaskórniki czysty olej kokosowy stosowany na całą twarz nie byłby moim pierwszym wyborem. Inaczej należy jednak oceniać niewielką ilość oleju kokosowego będącą elementem złożonej formulacji. Liczy się dawka i cały produkt.

Czy wazelina zapycha pory?
Sama okluzyjność wazeliny nie oznacza automatycznie komedogenności. To dobry przykład pokazujący, dlaczego nie można utożsamiać tłustej konsystencji z zapychaniem porów. Przy bardzo tłustej skórze gruba warstwa może być niekomfortowa, ale jest to inne zagadnienie niż samo tworzenie zaskórników.

Czy Dimethicone zapycha pory?
Samo występowanie Dimethicone nie jest powodem do uznania kosmetyku za komedogenny. Silikony są często niesłusznie umieszczane na listach składników „zatykających pory”.

Czy Cetearyl Alcohol i Cetyl Alcohol są problemem dla cery zaskórnikowej?
Nie należy eliminować ich automatycznie. To alkohole tłuszczowe wykorzystywane między innymi jako emolienty, stabilizatory i składniki nadające kosmetykom odpowiednią konsystencję. Nie działają jak wysuszający etanol i sama ich obecność nie świadczy o komedogenności produktu.

Czy składniki na końcu INCI mogą zapychać?
Teoretycznie indywidualna reakcja jest możliwa, ale ich znaczenie dla ogólnych właściwości formulacji jest zazwyczaj mniejsze niż składników stanowiących jej bazę. Nie ma sensu traktować potencjalnie komedogennego składnika z końca listy tak samo jak substancji znajdującej się na drugim czy trzecim miejscu.

Czy warto korzystać ze skal komedogenności od 0 do 5?
Wyłącznie orientacyjnie. Nie należy na ich podstawie automatycznie kupować lub odrzucać kosmetyku. Skale nie uwzględniają w wystarczającym stopniu stężenia surowca, całej formulacji, sposobu użycia oraz indywidualnej odpowiedzi ludzkiej skóry.

Co sprawdzić najpierw, jeśli chcę kupić kosmetyk, który ma mniejsze ryzyko zapychania?
Najpierw oceń bazę produktu i pierwszą część INCI, a nie pojedynczy składnik na końcu listy. Przy skórze mocno zaskórnikowej zachowałabym największą ostrożność wobec ciężkich produktów, w których wysoko znajdują się takie substancje jak Isopropyl Myristate, Isopropyl Palmitate, Isopropyl Isostearate czy Myristyl Myristate. Jeżeli masz już własną historię źle tolerowanych kosmetyków, to właśnie powtarzające się składniki w ich INCI są najważniejszą wskazówką.

Najlepszym punktem wyjścia nie jest więc lista stu zakazanych substancji. Sprawdź pierwsze składniki kosmetyków, po których problem rzeczywiście się powtarzał. Jeżeli znajdziesz wspólny ester albo podobną ciężką bazę, wyeliminuj właśnie ten element przy kolejnych zakupach. To znacznie bardziej precyzyjna strategia niż szukanie produktu, który według internetowej tabeli ma idealne „0” w skali komedogenności.

Categories: Kosmetyki i składniki aktywne
Redakcja

Written by:Redakcja All posts by the author

Tworzę portal Świadoma uroda z myślą o osobach, które chcą dbać o wygląd świadomie, rozsądnie i bez ulegania przypadkowym trendom. Interesuję się pielęgnacją, kosmetykami, zdrowymi nawykami oraz tym, jak codzienne wybory wpływają na skórę, ciało i samopoczucie.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ciasteczka

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików Cookies. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności.